Po świętach. Chyba odpoczęłam fizycznie, na pewno duchowo. Wymodliłam się. Atmosfera Wielkiego Czwartku, Piątku, Soboty. Trzy magiczne, dobre dni.
Jutro lekarz. Trzecia wizyta. Mam dla niego mnóstwo wyników badań. Czuję się dobrze i jestem spokojna, ale... zawsze człowiek się trochę boi. Tak mimo wszystko.
Najukochańszy mężczyzna jest obok. Jest cudowny. A ja cały czas jestem jak zakochana (oczywiście z małymi przerwami na spięcia, które ostatnio zdarzają się rzadko). Bardzo się cieszy i czuję, że mnie wspiera. Jest nam razem cudownie.
Plany na następny tydzień? Zacząć w końcu chodzić na basen lub spacerować. Wzmacniać mięśnie rąk. I chyba znów odstawić słodycze. Nie jadłam ich cały post i teraz po tych kilku dniach "rozpusty", czuję się paskudnie. Nawet cera nie wygląda już tak dobrze (myślałam, że twarz tak promienieje z powodu ciąży, ale zdrowe odżywanie i odstawienie słodyczy chyba jednak miały na to wpływ, w każdym razie po świątecznym obżarstwie jest gorzej).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz