Pierwszy dzień wolnego. Jest mi niewiarygodnie dobrze. Wprawdzie sprawdzam pocztę firmową, robię pranie i obiad, ale... mam w południe mnóstwo czasu, żeby pochodzić po sklepach! Cóż za dziwne uczucie spokoju i szczęścia.
Na pierwszy rzut - sklep z używaną odzieżą! Przecież nie mam prawie w ogóle ciuszków dla M. Wydaję jakieś 27 zł i wracam z kilogramem ciuszków kupowanych totalnie "na czuja". W domu, żeby zweryfikować poprawność dokonanych zakupow, przeglądam listę "odzież - wyprawka norowodka" i jestem totalnie zagubiona. Czym sie różnią śpioszki od pajacyków, kaftaników i body? Czy to się nie może normalnie nazywać?
Chwila poszukiwań w sieci... Chyba najnormalniej jest to opisane na http://www.nowamatkapolka.pl . Wydląda na to, że całkiem dobrze mi poszło:-).
A teraz pora wyprać to, co kupiłam (oczywiście zaopatrzylam się też w proszek dla niemowląt...).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz